wtorek, 6 kwietnia 2010

Mazurek "Śliwka w czekoladzie"

... wypatrzony w ostatniej chwili u Komarki .Przepyszny w/g mnie najciekawszy z mazurków jakie jadłam.Nie lubię tych z masami kajmakowymi ,chociaż przygotowuję ;nie lubie tych cytrusowych ,ale też bywają na naszym stole ,a ten polubiłam i wiem,że będę go często powtarzała i to niekoniecznie z okazji świąt.Słodkie kruche przełamane "dymnymi" śliwkami w słodkim sosie orzechowym,pokryte warstwą gorzkiej czekolady ... prawdziwa "Śliwka w czekoladzie".Nie dodałam tylko marcepanu , bo nie miałam ,ale nawet chyba już nie będę próbowała udoskonalać doskonałości.To co wyszło zawładnęło naszymi podniebieniami wystarczająco.W rankingu naszych ciast świątecznych uplasował się na pierwszym miejscu , nawet po przepysznym serniku od Alizee.Zdjęcia niezbyt urodziwe,ale wszyscy już niecierpliwie stukali łyżeczkami,więc wybaczcie:)



Mazurek "Śliwka w czekoladzie":

kruche ciasto na spód -125 g mąki pszennej,
125 g mąki krupczatki,
125 g masła,
1/2 łyżeczki soli,
1 jajko,
2 łyżeczki cukru pudru,

nadzienie -
400 g suszonych śliwek,
1 szklanka wody,
1 szklanka cukru,
1 cytryna,
100 g mielonych migdałów lub orzechów laskowych,
ok. 100 g masy marcepanowej (nie dodałam),
150 g czekolady deserowej

Ze składników na ciasto szybko zagnieść gładką masę, uformować kulę i włożyć do lodówki na około pół godziny. Rozwałkować i ułożyć w kwadratowej lub prostokątnej blaszce. Piec w piekarniku rozgrzanym wcześniej do temperatury 200 stopni około 15 minut, aż ciasto lekko się zarumieni. Ostudzić.

Do rondelka wlać wodę i szklankę cukru. Gotować na małym ogniu, aż powstanie syrop. Śliwki pokroić i dodać do gotującego się syropu razem z mielonymi orzechami, sokiem i skórką otartą z cytryny. Dalej gotować na małym ogniu, aż masa zgęstnieje. Gotową masę przestudzić i wyłożyć na kruchy spód. Masę marcepanową rozwałkować do wielkości blaszki (lub posiekać) i ułożyć na masie śliwkowej. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z łyżką masła i 2 łyżkami mleka lub śmietanki. Rozsmarować na cieście.
 
Od Asi:Tak jak wspomniałam już w dwóch miejscach,marcepanu "niet" ,a i tak przepyszne.Śliwek miałam 140 g i tak też manipulowałam proporcjami masy śliwkowo-orzechowej.Ciasta zrobiłam tyle ile w przepisie,wyszedł jeszcze jeden mały mazurek kajmakowy.Czekolada cała deserowa ,kilka łyżek śmietanki i trochę masła - wszystko na oko.Oczywiście wierzch dowolny,ja już nie miałam czasu na finezję;)

środa, 31 marca 2010

Focaccia według Jamiego ...


moje nowe olśnienie.Przygotowałam i jadłam pierwszy raz w życiu .Tak jak z tartą ,przepis podstawowy daje tysiące możliwości.Focaccia to i pizza i pieczywo do sałat i pieczywo z farszem.W zależności od regionu Włoch w którym się ją przygotowuje.Jamie Olivier w swojej książce "Lubię Gotować" podaje podstawowy przepis  na Chleb z którego można wyczarować nawet pierogi - są kolejne na mojej liście z tej książki.Zaczynając pracę z tym ciastem nie miałam większych nadziei na powodzenie,okazało się jednak,że przygotowuje się łatwo i skutecznie.Nie miałam najmniejszych problemów z konsystencją,chociaż zastosowałam zwykłą pszenną mąkę,a nie zalecaną chlebową.Ciasto było rewelacyjnie elastyczne i nie kleiło się do rąk.Nie było problemów z rozciągnięciem w formie.Z każdą chwilą byłam coraz bardziej zaskoczona.Dałam tylko trochę więcej czasu na rośnięcie na każdym z etapów.Nie miałam proponowanej przez autora rukoli i serów,za to byłam w posiadaniu pasty z czarnych oliwek i serka Arla o smaku ziołowym i właśnie z nich skorzystałam nadziewając "chlebek".Chciałam zaserwować z sałatami,jednak zanim się zorientowałam to większość została zjedzona jeszcze na ciepło z oliwą z oliwek.Prawie na stojąco.



Chleb - przepis podstawowy

1kg mąki chlebowej (dałam pszennej)
625 ml letniej wody
30 g świeżych drożdży lub 3 saszetki po 7 g drożdży instant
2 łyżki cukru
2 płaskie łyżki soli morskiej
mąka do podsypywania

etap 1: Wysyp mąkę na stolnicę lub czysty blat i zrób w niej zagłębienie.Do zagłębienia wlej połowę wody,dodaj drożdże,cukier,sól i wymieszaj widelcem.

etap 2 :Powoli,lecz zdecydowanie mieszaj mąkę z wnętrz kopczyka z resztą składników (staraj się nie naruszyć ścian kopczyka,ponieważ wówczas woda rozleje się po blacie).Kiedy masa w zagłębieniu będzie miała konsystencję gęstej śmietany,wlej resztę wody.Mieszaj dalej,aż ponownie uzyskasz taką samą konsystencję.Wówczas możesz wymieszać masę z resztą mąki z boków kopczyka - zrób to rękami posypanymi mąką,żeby ciasto się do nich nie kleiło.(Niektóre rodzaje mąki wymagają większej lub mniejszej ilości wody).

etap: 3 ten etap wymaga prawdziwego zaangażowania.Ugniata,zwijaj,uderzaj i tocz ciasto rekami przez 4-5 min, aż stanie się gładkie i elastyczne.

etap 4 : Oprósz ciasto z wierzchu mąką.Włóż do miski,przykryj folią do żywności i odstaw na pół godziny do wyrośnięcia w ciepłe,osłonięte miejsce.Powinno podwoić objętość.

etap 5 : Kiedy ciasto podwoi objętość,wyrabiaj je jeszcze energicznie przez 30 sekund.Teraz możesz je uformować wedle upodobania oraz dodać zaplanowane dodatki.

Focaccia - indywidualnie

Moje focaccia została rozciągnięta na tyle,żeby połowa pokryła dno wysmarowanej oliwą blachy , a połowa zwisała poza ,czekając na przykrycie farszu.Posmarowałam część służącą jako spód oliwą z oliwek na to wyłożyłam biały serek Arla z ziołami i czosnkiem,a na wierzch pastę z czarnych oliwek,posypałam bazylią i odrobiną czosnku.Przykryłam "zwisającym" ciastem ,zrobiłam palcem dziurki na wierzchu i znów posmarowałam dość obficie oliwą, posypałam tymiankiem.

Tak przygotowane ciasto,należy zostawić jeszcze do wyrośnięcia.U mnie trwało to około godziny.Po uzyskaniu odpowiedniej wysokości wkładamy całość do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 25 minut - do zrumienienia.

Od Asi:Ciasto zrobiłam z 2/3 składników ,bo miałam tylko dwie torebki drożdży.Mąka zwykła pszenna ,jedna z tańszych.Idealna proporcja do średniej blachy.Na 3 etapie,rzeczywiście bardzo mocno zastosowałam się do instrukcji ugniatając, wałkując i nawet rzucając:)Etap 4 zastosowałam dwa razy (sama nie wiem czemu) "przegniotłam" i odstawiłam na jeszcze trochę.A farsz jak to farsz ,pełna dowolność .

poniedziałek, 29 marca 2010

Tarta z łososiem i koperkiem...

to kolejne spotkanie z blogiem Pistachio . 
Bardzo lubię tarty ,a najbardziej proste tarty .Ta się do nich zalicza.Po pierwsze ciasto jest już chyba tak proste,że prościej się nie da,a jednocześnie najbardziej kruche i delikatne z tych które wcześniej robiłam.Farsz natomiast rewelacja.Łosoś ,koperek i cytryna ... zestawienie idealne.Trzeba tylko uważać na sól dodawaną do masy,sam wędzony łosoś jest chyba wystarczająco słony ,więc za drugim razem sypnęłam tylko odrobinkę dla zasady.Bardziej postawiłam na pieprz.Podałam z mieszanką sałat ,skropionych cytryną.Polecam, bo tarta potrzebuje drobnej oprawy.


Tarta z wędzonym łososiem i koprem.

Ciasto
125 g mąki
75 g masła
2 - 3 łyżki zimnej wody
szczypta soli

Nadzienie
150 ml śmietanki (łączę kremówkę  z 3 łyżkami gęstej, kwaśnej śmietany)
1 łyżeczka startego chrzanu
1 łyżeczka soku z cytryny
2 łyżeczki kaparów
3 żółtka
200 g wędzonego łososia pokrojonego na kawałki
1 pęczek posiekanego kopru
sól i pieprz do smaku

Zmiksować składniki ciasta. Ciasto uformować w kulę, lekko spłaszczyć i zawinięte w folie spożywczą włożyć do lodówki na przynajmniej 1 godzinę ( w lodówce można je przechowywać 4 dni, w zamrażalniku 3 miesiące). Ciasto rozwałkować i przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy do tart.  Ciasto ponakłuwać widelcem, położyć na nim arkusz papieru do pieczenia i wysypać fasolkami do pieczenia. Piec przez 10 minut w temperaturze 200 stopni C, zdjąć papier i fasolki i piec jeszcze 5 minut, az ciasto nabierze złotego koloru. Kiedy ciasto się piecze, przyrządzić nadzienie. Do miski wlać śmietanę, dodać żółtka i rozbełtać wszystko razem trzepaczką. Dodać sól i pieprz, chrzan, kapary, sok z cytryny, koper i łososia. Wymieszać wszystko łyżką. Nadzienie wylać na podpieczone ciasto i piec jeszcze 15 - 20 minut, aż masa jajeczne się zetnie i nabierze złocistej barwy.

Od Asi:Do ciasta użyłam Palmy,no cóż przyznaję się-ekonomia.A piszę to po to,żeby osoby ,które kiepsko stoją finansowo,nie zniechęcały się do takich dań.Pomimo tej zamiany i tak smakuje wyśmienicie.Do farszu nie dodałam kaparów.Zamiast startego chrzanu,użyłam dwóch łyżeczek kremu chrzanowego ze słoika.Uwaga! na sól dodawaną do śmietany,przechodzi ona w trakcie pieczenia z łososia,więc nie można sugerować się tym,że przed pieczeniem nie jest słone...będzie po upeczeniu:)

sobota, 27 marca 2010

Ciasto z żurawiną ,bananami i bakaliami ...


c.d. fazy żurawinowej...a to wszystko przez lo ,a w zasadzie dzięki lo i jej "czerwonej"etykiecie :)Tak jak wspomniałam ,jest moim odkryciem blogowym i konsekwentnie będę kopiowała jej wytwory kulinarne.Dzisiaj na fazie żurawinowej ,ciasto z bananami i bakaliami.Proste w przygotowaniu i o ciekawym smaku, wyróżnia się wśród innych wypieków ... wilgotnością pochodzącą zapewne z bananów.Mnie smakowało szczególnie na drugi dzień (czyli do dzisiejszej porannej kawy).Żałuję ,że tak mało go zostało,bardzo żałuję.Może dzisiaj jeszcze raz ... ale kurczę tyle jeszcze innych przepisów... to właśnie mój odwieczny dylemat!!




Ciasto bananowe z żurawiną i orzechami.
(Banana & cranberry loaf)

175 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g jasnego brązowego cukru
2 banany (rozgniecione widelcem)
50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
25 g mieszanych orzechów (użyłam 50 g włoskich i pekanów)
50 g suszonej, kandyzowanej żurawiny
5-6 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
2 jajka lekko ubite widelcem
150 ml oleju słonecznikowego
75 g cukru pudru
soku pomarańczowego
skórka starta z jednej pomarańczy

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Wysmarować masłem foremkę keksówkę. Do dużej miski wsypać przesianą mąkę, proszek do pieczenia, cukier, banany, kandyzowaną skórkę pomarańczową, orzechy i żurawiny. W drugiej misce połączyć sok pomarańczowy, jajka i olej. Połączyć zawartość obu misek przy pomocy łyżki. Wylać ciasto do formy i piec przez 1 godzinę. Wystudzone ciasto polukrować lukrem zrobionym z cukru pudru i odrobiny soku pomarańczowego.

Od Asi:Skórki pomarańczowej dałam 70 gr. ,orzechów włoskich i migdałów drobno pokrojonych i uprażonych też 70 gr. ,cukier biały - trochę mniej ,około 130 gr (wiem ,że brąz lepszy ,ale... życie ),no i lukier z cytryną ... może trochę nie wyszedł,ale rzadko robię i jeszcze dobrze nie rozpoznałam proporcji.Ciasto spróbuję podpiec jeszcze trochę od spodu następnym razem,sama  nie wiem ,czy powinno być bardziej suche,bo w smaku było extra,tylko wyglądało zakalcowato.Tata stwierdził,że takie ma być ...ale jednak podpiekę,żeby się upewnić ;)

czwartek, 25 marca 2010

Ciasteczka bezowe z migdałami i żurawiną...

cóż może być cudowniejszego dla podniebienia.Doszłam wczoraj do wniosku,że jest to kwintesencja równowagi.Słodka beza przełamana kwaśna żurawiną.Nie mogę się doczekać,kiedy ponownie usiądę rano z filiżanką kawy , zamknę oczy i ... ech same spróbujcie:)
Wczoraj spędziłam kulinarny dzień z lo moim nowym odkryciem blogowym,chociaż Ona nie ma o tym pojęcia;)U niej właśnie znalazłam przepis na "Lekką bezę z żurawiną i migdałam" i na tartę z łososiem,ale o tym następnym razem, kiedy zrobię powtórkę.Wyszła pyszna,ale za szybko została zjedzona i zdjęć brak.Wracając do bezy to wspomnieć należy o jeszcze jednym istotnym dodatku ... startej skórce pomarańczowej, która wyraźnie dodaje aromatu i należy o niej pamiętać.W tym deserze jest wszystko co uwielbiam ,tylko czemu to wszystko takie drogie... kilogram żurawiny 30zł !!!  WHY ???No ale cóż "płaczę i płacę" .A sporo jeszcze przede mną łez ,znalazłam u  lo kilka żurawinowych przepisów.

Ciasteczka bezowe z migdałami i żurawiną.
(Cranberry chewies)

3/4 szklanki (60 g) płatków migdałowych
3 białka
1/2 szklanki (110 g) drobnego białego cukru
1 łyżeczka drobno startej skórki z pomarańczy
1 łyżka mąki kukurydzianej
3/4 szklanki (105 g) suszonej żurawiny
1 łyżka cukru pudru

Płatki migdałowe uprażyć na złoto na suchej patelni. Schłodzić. Ubić białka jajek mikserem. Pod koniec ubijania dodawać po trochu cukier. Dodawać po trochu, porcjami mąkę, skórkę pomarańczową, żurawiny i migdały cały czas delikatnie mieszając trzepaczką. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia nakładać łyżką ciastka zachowując 2 - 3 cm odstępy. Wstawić na pół godziny do piekarnika nagrzanego do 140 stopni (z termoobiegiem). Po  tym czasie zmniejszyć temperaturę do 100 stopni C i suszyć bezy kolejne pół godziny.

Od Asi : Zamiast mąki kukurydzianej,dałam ziemniaczaną ,nie wiem za co odpowiada ta pierwsza,ale z "moją" też wyszły cudowne.Ciasteczka są na wierzchu kruche,wewnątrz ciągnące,więc takie jak Lo
opisuje.Wyszło mi 18 sporych bez,ale szczerze mówiąc,gdyby nie goście tego dnia to chyba sama bym zjadła całą porcję.

poniedziałek, 22 marca 2010

Prawdziwy murzynek...prosty i szybki

Jak zwykle u mnie z przypadku.Chociaż od dawna miałam ochotę na tradycyjne ciasto z mojego dzieciństwa, ciasto,które nie zawiera czekolady ,a samo kakao,ciasto na które produkty zawsze znajdują się w domu.Zazwyczaj czekolada jednak była i pojawiały się różnorodne brownies.Tej niedzieli czekolady zabrakło i na szczęście, bo zmobilizowałam się do znalezienie tego przepisu ,który z pewnością trafi na listę moich ciast podstawowych.Jest "ładne" :) i smaczne.Takie ciasto awaryjne,kiedy to czekoladowego się chce,a nie ma:)
Pogoda dzisiaj do zdjęć nie jest najlepsza i fotki nie wyszły pokazowo,ale to ciasto chyba nie potrzebuje mocno wizulnej rekomendacji, bo wszyscy je znamy.Brakuje nam czasem w "bazie" przepisu na coś prostego,dlatego pozwoliłam sobie je już zaprezentować.


ŁATWY MURZYNEK
 1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
 1 kostka (250g) margaryny
 1 szklanka cukru
 3 łyżki kakao
 1 łyżeczka proszku do pieczenia
 3 jajka
 2 łyżeczki cukru waniliowego

Margarynę włożyć do rondelka, wsypać cukier, cukier waniliowy i kakao, oraz wlać 3 łyżki wody. Garnek postawić na małym ogniu i podgrzewać cały czas mieszając, aż składniki się połączą, ostudzić.

Z białek ze szczyptą soli ubić sztywną pianę.

Do ostudzonej masy dodać żółtka i zmiksować, następnie przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i dobrze wymieszać mikserem. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Wmieszać delikatnie łyżką pianę z białek i wymieszać.

Gotowe ciasto wlać do formy keksowej wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180ºC i piec około 50 minut.

Zimne ciasto można posypać cukrem pudrem.

Od Asi : Użyłam gotowej polewy ,chciałam już ją zużyć ,za długo już leżakowała u mnie na półce,bo zawsze wybierałam produkcję własną.Do środka dodałam pół szklanki drobno pokrojonych orzeszków ziemnych,oczywiście niesolonych.

niedziela, 14 marca 2010

Piróg Biłgorajski

...nigdy nie lubiłam kaszy gryczanej , ba ja nawet jej nigdy dobrze nie spróbowałam.W miniony weekend mój Tata przechodząc obok "Jarmarku wyrobów domowych i regionalnych " - trochę tę nazwę wymyśliłam ,ale takie jest motto tej imprezy, zahaczył o degustację i nie wiedząc o mojej antypatii do kaszy przyniósł mi kawałek piroga do spróbowania.O dziwo posmakowało i to bardzo,jak to kochający Tato pomaszerował i zakupił plaster za całe 3,50 (o zgrozo).A ja jako kochająca córka i już podkochująca się w kaszy w ciągu klku dni przeszukałam internet i zaprosiłam rodziców na ciepłą postną kolację z "Pirogiem" w roli głównej.Wykorzystałam przepis Komarki , mam do niej zaufanie :)Dzisiaj znalazłam też video ,gdzie Okrasa przy pomocy Pani Janiny pokazuje jak zrobić tę tradycyjną potrawę .Mój Piróg był postny,podawany w piątek,ale będę chciała zrobić też ten tradycyjny ze skwareczkami...mniam.Czy to wstyd lubić skwarki?Do piroga podałam sos grzybowy i śmietanę do wyboru.Mnie smakował również na zimno ,następnego dnia ,zamiast kanapki .Szukam też nowych przepisów z kaszą gryczaną, już nie będę się odwaracała na jej widok.Poczytałam też trochę na jej temat i widzę ,że zdrowa ona bardzo:)Poczytajcie  o kaszy.



PIRÓG BIŁGORAJSKI
ciasto krucho-drożdżowe

3 szklanki mąki,
200 g masła,
20 g drożdży,
szczypta proszku do pieczenia,
1 łyżeczka cukru,
1/2 lyżeczki soli,
2 łyżki kwaśnej śmietany
nadzienie


700 g ziemniaków,
500 g kaszy gryczanej,
350 g sera twarogowego,
1 szklanka śmietany,
5 jaj,
ok. 150 g słoniny stopionej na skwarki (w wersji wegetariańskiej tyle samo masła),
garść świeżych liści mięty,
sól, pieprz


Ziemniaki ugotować, odcedzić, zostawiając trochę wody na dnie. Utłuc, wsypać kaszę gryczaną, dodać tłuszcz ze skwarkami i pozostawić na małym ogniu, pod przykryciem, aż kasza napęcznieje i zmięknie (trzeba mieszać od czasu do czasu, żeby nie przywarło do dna). Dodać pokruszony ser, przyprawić solą i pieprzem, wymieszać. Dodać śmietanę, jajka i utłuczoną w moździeżu miętę, wymieszać.


Drożdże rozkruszyć w miseczce, dodać proszek do pieczenia, sól, łyżeczkę cukru, śmietanę, dokładnie wymieszać. Mąkę wysypać na stolnicę, dodać masło, przesiekać je z mąką, dodać śmietanę z drożdżami. Wyrobić gładkie ciasto i podzielić je na pół. Jedną częścią wyłożyć dno i boki wysmarowanej masłem formy. Wyłożyć nadzienie na ciasto, przykryć drugim płatem ciasta. Wierzch posmarować jajkiem i wstawić do pieca na 1 godzinę i 40 minut.
Piroga można podawać na ciepło, prosto z pieca lub odsmażanego na maśle. Najlepiej smakuje z sosem grzybowym, śmietaną lub w towarzystwie szklanki kefiru lub maślanki.


Od Asi : Piekłam z połowy porcji , idealna jest do niej keksówka 36x12 .Mięte miałam suszoną i taką też dodałam , czuję się usprawiedliwiona, bo Okrasa wcale o mięcie nie wspomina:)I z moich uwag to tyle, bo o dodatkach wspomniałam na górze.


Na oknie narcyzy ,a za oknem śnieżyca.Tak wielkie płatki śniegu,że przez całą zimę takich nie widziałam.Ale nie myślę o tym co  za oknem, patrzę na ...

sobota, 20 lutego 2010

Muffinki dla miłośników chałwy...

zdaje się,żę mam fazę muffinową.Oczywiście nie pierwszą i nie ostatnią.Te muffiny powstały na wyraźne życzenie mojego małego czekoladocholika (oj wrodził się w mamusię,wrodził).Ale też nie byłabym sobą gdybym jednak nie dodała czegoś nowego, no bo jak to ? takie zwykłe piec? Nie ,trzeba coś zmodyfikować ,więc po krótkich poszukiwaniach trafiłam na  przepis myniolinki z czekoladą i chałwą.Czekolada jest zawsze, a chałwa prosto z Azerbejdżanu (upominek od przyjaciółki)czekała na poważniejsze zastosowanie.Oczywiście reszta  będzie degustowana soute.Jak dla mnie trochę za dużo dobrego w tym zestawie,ale dziecku i babci smakowały...



Muffiny chałwowe

Składniki suche:
1,5 szklanki maki
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody

Wsypać do miski i wymieszać.
Składniki mokre:
100g czekolady gorzkiej
1 szklanka mleka
2 jajka
1/2 szklanki oleju

Czekoladę pokruszyć, dodać 1/4 szklanki mleka i rozpuścić. Do rozpuszczonej czekolady dodać olej, resztę mleka i jajka. Wymieszać.

Ponadto:
100g chałwy o dowolnym smaku

Składniki sypkie połączyć z mokrymi. Gotowe ciasto przełożyć do foremek muffinkowych. Pokrojoną w kostkę chałwę wciskać w środek ciasta - ja wkładałam po 3 kosteczki :) Piec ok 25 min w temp. 190° C.

Od Asi:U mnie czekolada mleczna, może to trochę profanacja,ale w końcu robiłam na życzenie dziecka.Na wierzchu posypałam drobno pokrojonymi orzechami ziemnymi.Ładny efekt dekoracyjny i następnym razem dodam trochę do środka.

piątek, 19 lutego 2010

Muffinki z mocną nutą cytrynową i ...

powidłami śliwkowymi , do tego pestki słonecznika,które co prawda smaku wiele nie dodają,ale uroku z pewnością.Upiekłam je wczoraj na specjalną okazję,do której nie miałam dużo czasu na przygotowania i muffinki jak to muffinki idealnie wpasowały się w tę sytuację.W całej swojej prostocie pasowały do okoliczności.Spotkałam się wczoraj z koleżanką z licealnej ławki .Oprócz przelotnych spotkań nie miałyśmy okazji  przez te kilkanaście lat ani razu usiąść na przeciwko siebie i porozmawiać.Niesamowite ,że mimo tak długie okresu przez który się nie widziałyśmy,wszystko było naturalne i takie oczywiste.Tylko kiedyś na stole stała pizza i leżała czekolada,a teraz domowy obiad, domowa słodycz.Znalazłam ją u Liski ,co samo w sobie jest pewna rekomendacją .Ja jestem nimi zachwycona , bo nuta cytrynowa jest mocno intensywna ,do tego domowe powidła i płatki owsiane, nadają muffinkom rustykalnego charakteru.Z pewnością będę wracała do nich.Jak dla mnie idealna ilość cukru, chociaż moja Mama  ,nie czytając opisu Liski postawiła im ten sam "zarzut".Ja i moje dziecko się nie czepiamy ilości cukru, więc jest dwa na dwa ... spróbujcie,zobaczymy co powiecie:)
 

Cytrynowe muffinki z owsianką i śliwkami

2 jajka
110ml oleju słonecznikowego
150ml mleka
110g cukru
240g mąki pszennej plus 1 łyżeczka proszku do pieczenia
pestki słonecznika do posypania
1 cytryna

Śliwki/Płatki owsiane mix:
75g płatków owsianych (najlepiej drobnych, błyskawicznych)
100g powideł śliwkowych
1 łyżka cukru (opcjonalnie)

12 dołkowa forma na muffinki z papierkami

Piekarnik nagrzać do 170°c. Zetrzeć skórkę z cytryny, a z cytryny wycisnąć sok. Wszystkie składniki, z wyjątkiem mixu śliwkowo-płatkowego i pestek słonecznika, wymieszać w misce. (Jeśli masa bedzie grudkowata nie martwcie się. Lepsza jest grudkowata niż miksowana za długo).
Wymieszać śliwki z płatkami i ew. cukrem.
Do dołków w blaszce nakładać po 1 łyżce masy, na to nakładać łyżeczkę mixu śliwkowo-owsianego. Delikatnie wygładzic powierzchnię mufinków używając noża.Posypać ziarnami słonecznika.
Piec 25-35 minut.

Od Asi:Użyłam powideł śliwkowych ,dodałam ich odrobinę więcej niż 100 gr,żeby masa była odrobinę luźniejsza i w efekcie zostało jej trochę.Dodałam też sugerowane dwie łyzki cukru - płaskie.Mnie wychodziły po dwie łyżki białej masy na muffinkową foremkę plus spora łyżeczka mixu.Nie użyłam papilotek,tylko solidnie posmarowałam masłem foremkę,ciastka odchodziły idealnie za pomocą gumowej szpatułki.Następnym razem pestki odrobinę podpiekę na suchej patelni, bo jestem uzależniona od prażonych ziaren słonecznika,myślałam,że złapią odrobinę koloru podczas pieczenia,ale widocznie za krótko to trwało.Piekłam ponad 35 minut.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Odrobinę lżejsze Brownie z brzoskwiniami ...

lżejsze w strukturze ,bo puszyste za sprawą odrobiny proszku do pieczenia,chociaż w wersji Liski go nie było to jednak postanowiłam zastosować się do przepisu na który wpadłam wcześniej.Znalazłam je już zmodyfikowane u Majanki. Pierwotnie ciasto only czekoladowe , Majanka poeksperymentowała ,a ja za nią z bardzo dobrym skutkiem.Pyszne kakaowe , mniej zbite niż tradycyjne Brownie i przełamane wilgotnym  owocem.U mnie co prawda owoc z puszki, bo zostało mi kilka połówek brzoskwiń w syropie po innym cieście,ale zupełnie to nie przeszkadza.A swoją drogą Brownie to ciasto ,które zawsze jest w stanie mnie zaspokoić ... zaspokaja moją miłość do czekolady i drobne ,chwilowe kulinarne miłostki ... które czasem znikają,a czasem zostają jak np.żurawina.U mnie w rodzinie powstał konflikt z Brownie w roli głównej... mój Tata nie może pogodzić się z tym, że nazywam to ciasto z angielska, uważa ,że w Polsce powinno się poszukiwać tłumaczeń ,niekoniecznie dosłownych,ale jednak nazw polskich... może i tak,ale jak to brzmi "brązowiaczek" ? Nie no źle,źle,źle.Mówiłam ,tłumaczyłam ... że np. spaghetti też nie jest naszą rodzimą nazwą, a wszyscy jej używają z powodzeniem i pełnym zrozumieniem. "Długi makaron z sosem pomidorowym"brzmi kiepsko i sam też używa włoskiej nazwy ,ale przekonać się nie dał .Teraz jak tylko zrobię "Browniaczka" i postawię na stół to zdaje się ,że będę musiała go zaanonsować jako "Murzynka", co by konfliktów niepotrzebnych nie wywoływać;)


Brownie z brzoskwiniami

150g masła
220g gorzkiej czekolady (dałam 100g)
110g mlecznej czekolady
100g cukru
4 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka kawy espresso (dałam łyżeczkę zwykłej rozpuszczalnej)
1/2 łyżeczki soli
100g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100g białej czekolady (dałam 2 pokrojone w kostkę brzoskwinie z puszki)


Formę o długości 24x34 cm wyłożyć papierem do pieczenia. W misce ustawionej nad garnkiem z gotującą się wodą rozpuścić masło i czekolady - mleczną i gorzką.
Kiedy masa będzie gładka, wsypać cukier i dokładnie wymieszać.
Następnie wbić po 1 jajku dokładnie mieszając trzepaczką lub łyżką. Dodać wanilię, kawę i sól. Wymieszać. Na końcu dodać mąkę wymieszaną z proszkiem i owoce. Delikatnie wymieszać. Przelać masę do formy i piec około 30-40 minut. Upieczone brownie ma suchy wierzch i mokry środek.

Od Asi: Niepokoiła mnie kawa w przepisie, nie cierpię kawowych słodyczy (włącznie z Tiramisu .. ups ;)) ,ale chociaż w trakcie przygotowań,czułam jej zapach, tak w trakcie konsumpcji nie doszukałam się jej smaku,więc spokojnie można dodawać.Wahałam się też odnośnie proszku do pieczenia,ale też dodałam ,dzięki temu wyrosło ładniejsze i niewprawionej w sztuce kulinarnej koleżance-gościowi nie musiałam tłumaczyć się z "zakalca" :)I jeszcze jedno,od dłuższego czasu używam mikrofalówki do rozpuszczania czekolad i "maseł".Podyktowane to zostało względami bezpieczeństwa, bo zawsze bardzo się bałam ,że te moje mało stabilne garnki i chaotyczna ja doprowadzą do jakiegoś nieszczęścia.Raz spróbowałam i wyszło idealnie,więc już nie muszę się stresować,chociaż to może nie być dobrze widziane.

niedziela, 7 lutego 2010

Quiche z serami i tym na co macie ochote...

...to moje nowe odkrycie.Teraz kiedy tak mało warzyw i tak drogie, fajnie mieć pomysł na uzupełnienie tarty(quiche).Ten przepis na stałe wejdzie do mojego menu,bo świetnie komponuje sie z tym co uwielbiam:pomidorami suszonymi, cukinią ,bakłażanem!Bazę znalazłam u Micha ,a reszta to moja radosna twórczość podyktowana własnymi miłościami ,czasem i zawartością lodówki:)Tartę(quiche) piekłam dwa dni pod rząd.Pierwsza powstała zupełnie przypadkiem ,szukałam przepisu żeby ugościć bliską koleżankę ,  następna została zrobiona już zupełnie z premedytacją!Jedyną rzeczą do której muszę się przyznać to użycie gotowego ciasta kruchego, ale to tylko dlatego,że pierwsza wizyta miała się odbyć
niespodziewanie i to o godz.22 ,a nie miałam nic w zapasie.Po 12 h pracy nie miałam ochoty na zagniatanie i czekanie aż kruche poleżakuje w lodówce.Jednak to moje małe przewinienie okazało się całkiem przydatne.Ciasto kruche gotowe miało słodkawy smak ,a tak wyczytałam u Micha ,smakuje ciasto do quiche - słodko i muszę wam powiedzieć ,że fantastycznie grało z całą resztą ...


Farsz serowy do quiche

200 g sera Feta
100 g sera pleśniowego (u mnie z niebieską pleśnią)
2 łyżki śmietany
1 jajko
pieprz

Całość rozgniatamy i mieszamy w miarę dokładnie,ale niekoniecznie mikserem.Wykładamy na podpieczony spód z kruchego ciasta.Na wierzch dowolna kompozycja.
Czas pieczenia w rozgrzanym piekarniku do 180 stopni to 15-20 minut.

Za pierwszym razem skład wyglądała tak : 4 łyżki pokrojonych suszonych pomidorów z zalewy;4 łyżki przekrojonych na pół oliwek;maleńka cukinia pokrojona w plasterki zalana oliwą z oliwek i przysypana ziołami ,podsmażona na patelni;salami pokrojona w prostokąciki.
Za drugim razem tak : goście wegetarianie ,więc bez salami,za to z bakłażanem przygotowanym jak cukinia ,tyle że tym razem ugrillowanym.
Na wierzch posypałam bazylią i oregano.

Za pierwszym razem podałam z mieszanką sałat , z suszonymi pomidorami,oliwkami i tureckim twardym serem drobno pokrojonym.Mieszanka przepyszna ,a najciekawsze w niej były wiórki buraka.Bardzo fajny pomysł, nie tylko estetycznie, bo dało się wyczuć lekko słodkawy smak buraka.
Za drugim razem byłam bliższa oryginału bo podałam rucolę z w/w dodatkami.A czemu bliżej oryginału ?Bo w przeczytanym przepisie po upieczeniu autor sypie na wierzch właśnie  rucolę .Dla mnie i moich gości urozmaiciłam podając ją jako dodatkową sałatkę ... smakowało wybornie.


Pokażę Wam jeszcze moje i dziecka kompozycje "dniobabciowodziadkowe".Miałam to wcześniej opublikować ;),ale jak wiecie kiepsko sie czułam.Teraz myślę,że jest jeszcze na to dobry czas ,może kogoś zainspiruję przed walentykami:)Jeśli nie to chociaż pokaże co lubię ,co wydaje mi się ładne .Przepis pewnie niepotrzebny ,bo wszystko proste ,ale ... :prześliczne cebulki hiacyntów w plastikowych doniczkach owinęłam folią przezroczystą, na to gumka recepturka, na wierzch osłonka z papieru pakowego również przytrzymana recepturką.Wstążka z rafii naturalnej.Serduszka ze zwykłej szarej tektury ,umocowane na patyku do szaszłyków.Miały być jeszcze jakieś pieczątki z ziemniaka ,ale czasu zabrakło.Oczywiście nie każdy lubi taką stylistykę,ale wiedziałam,że moi rodzice mają taki sam gust,więc byli zadowoleni.Synek miała zabawę,bo to pakowanie, łamanie patyczków wycinanie,pisanie...był w pełni zaangażowany.Może wytwory dziecka powinny być bardziej kolorowe,ale nie wydawał się być przybity takimi materiałami.Mam dylemat czy na dziecku odciskać "swoją estetykę" ?Zdaje się,że pewne rzeczy mu narzucam,ale jednocześnie pozwalam na całkiem dziecinne i szpetne czasami elementy wystroju,pod warunkiem,że są ruchome i można je z czasem,kiedy znudzą się ,zamienić ,bądź usunąć.Teraz na przykład moje dziecko zażyczyło sobie skarpetek z Bakuganami,pewnie część z Was wie,że te imć Bakugany to szkaradzieństwo z Cartoon Network,ale mamusia co ?Przeszukała Allegro pod tym kątem, bo skarpetek aż tak bardzo nie widać pod spodniami;)Na szczęście szkaradzieństwa nie ma.Są bluzeczki,ale tego już bym nie przeżyła ,Q. na szczęście na bluzeczkę nie wpadł :)A oto nasze szarobure,własnej roboty kompozycje :

piątek, 5 lutego 2010

Ot... zwykła chałka i to na dodatek "nieudałka"...

ale moja własna ,pierwsza w życiu.Mało mam doświadczeń z ciastem drożdżowym i nie bardzo wiem jak się z nim obchodzić.I tu użyję wyświechtanego powiedzenia ,że człowiek uczy się na błędach i tak w tym przypadku będzie.Od dłuższego czasu przyglądałam się przepisom na chałkę , bo uwielbiamy ją z moim synkiem.Mama często nam ją przynosi z pobliskiego sklepu sieciowego,gdzie dla odmiany chałka dociera od znanego cukiernika w moim mieście (namiar chyba jest tajemnicą handlową,bo nie został zdradzony).Ja jednak chciałam swoją własną ,ugniecioną ,uplecioną i tak oto powstała z tego przepisu.Wzór plecenia zaczerpnęłam od  Liski.Niestety tak jak wspomniałam "nieudałka" ,bo popełniłam grzech niecierpliwości i poniosłam karę w postaci zwięzłej ,niestety nie puszystej chałki.W smaku jest dobra,dlatego polecam ,natomiast trzeba pozwolić jej na każdym etapie porządnie wyrosnąć.W/g przepisu ostatni etap miał trwać 20 minut i owszem trwał,tylko widocznie w tym przypadku należy bardziej sugerować się zachodzącymi zmianami,a nie czasem.Mój tata nomen omen inżynier chemii spożywczej , technolog wypiekowy zadzwonił do mnie z pocieszeniem,że dobra,że zjadł ze smakiem tylko rzeczywiście nie wyrosła odpowiednio.Udzielił mi też pewnej fachowej rady,którą wam przekazuję ,chociaż sądzę ,że tylko ja żyłam sobie w błogiej drożdżowej nieświadomości;)Mianowicie,jeśli na ostatnim etapie powiększania objętości delikatnie uciśniemy uformowane ciasto i nie wróci ono do swej pierwotnej postaci to chałka jest ready do pieczenia,jesli natomiast nadal jest sprężyste i ładnie dziurka po wgnieceniu się wyrównuje to trzeba się uzbroić w cierpliwość i czekać!Ja w każdym razie być może nawet jutro zabieram się za następny wypiek z tego samego przepisu, a w celu porównawczym kolejną wykonam w/g Liski.
 CHAŁKA


Składniki:
 40 g drożdży
 550 g mąki
 1 łyżeczka soli
 1/2 szkl mleka
 1 duże jajko
 2 łyżki masła
 5 łyżek wody
 4 łyżki cukru
 żółtko
 kruszonka ( 2 łyżki mąki, 1 łyżka cukru, 1 łyzka masła)

Wykonanie:
Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, zalać ciepłym mlekiem i rozmieszać z trzema łyżkami mąki. Zostawić do wyrośnięcia.
Do miski wsypać mąkę, zrobić w niej dołek , wlać wyrośnięty rozczyn, jajko rozmącone z 3 łyżkami cukru, sól, rozpuszczone ciepłe masło i wodę.
Zagnieść ciasto, aż zaczną pokazywać sie pęcherzyki powietrza, następnie zostawić do wyrośniecia, aż podwoi swoją objetość. Jeszcze raz zagnieść ciasto i podzielić je na trzy części. Z każdej części uformować wałki ,równej długości i zapleść z nich warkocz. Końce połączyć i podwiną pod spód.
Chalkę przełożyć na blachę wysmarowaną tłuszczem i pozostawić około 20 min do wyrośnięcia. Nastepnie posmarować wierzch żółtkiem i posypać kruszonką.
Piec około 20-30 min w 180 stopniach C.
Smacznego!

Od Asi : z grubsza na wstępie od Asi było,czyli cierpliwości człowieku przy cieście drożdżowym ;)Dodatkowo mogę wspomnieć o kruszonce, bo z tą miałam też małe przeboje .Ogólnie kruszonkę toleruję tylko na chałce,więc nie robiłam jej nigdy (to wstyd chyba się przyznawać).I nie wiedziałam co zrobić z tą mazią ,która mi się wytworzyła,ale szybki ratunek u mamy : dodać maki,ale nie zapomnieć dla równowagi o dodaniu cukru, co by kruszonka miała smak.To akurat mi w końcu wyszło;)

Serduszko chałkowe poczyniłam na życzenie synka,może będzie dla Was walentynkową inspiracją.Przekroilismy je później na pół i pięknie wygladało z czerwonym dżemikiem.

Nie było mnie jakiś czas "ciałem" na blogu ,bo czasem jak za dużo złego się wokół mnie dzieje,nie umiem się odbić i wrócić do świata żywych.Wszystko mi wówczas obojętne,lenistwo mnie ogarnia w każdej dziedzinie.Patrzeć ,czytać mogę , pisać i myśleć o tym co czytam już nie.Tym razem dopadły mnie problemy z pozoru banalne o czym rozpisywać się nie będę ,bo nawet nie umiem tego przelać na ekran,ale dotyczące uświadamiania sobie ,że świat jest dżunglą ,a ludzie bywają zwierzętami bez uczuć .Ja to wiem od dawna i pogodzić się nie potrafię,ale boli kiedy musi dowiedzieć się o tym ośmioletnie dziecko  w którego oczach widzę niezrozumienie,strach i tę naiwność,że może jednak to wszystko co się dzieje wokół niego to żarty.A ośmioletnie dzieci z rodzin wcale nie patologicznych (chociaż nie wiem,czy nie powinno się tego jednak patologią nazwać)gdzie pieniądz ważniejszy jest od przytulania i mówienia "KOCHAM CIĘ" potrafią być niezmiernie podłe i solidarne w tej podłości!Podłe w stosunku do słabszego,ale przecież bardzo mądrego i inteligentnego dziecka,podłe dla kogoś kto jest słabszy ,bo nie umie powiedzieć "spadaj" bo nikt go nigdy tego nie uczył,nigdy tego w domu nie słyszał.Dla dziecka,które do matki w obecności innych ludzi w całej swojej naiwności potrafi powiedzieć "mamuś kocham Cie ,miłego dnia".I za to wszystko dziecko było wyśmiane ,prześladowane ,ganiane bez opamiętania ?!Nie dowierzam!!Dzieci są na tyle małe,że można na nie wpłynąć,pouczyć...ale co będzie później?!

SYNKU KOCHAM CIĘ