poniedziałek, 15 lutego 2010

Odrobinę lżejsze Brownie z brzoskwiniami ...

lżejsze w strukturze ,bo puszyste za sprawą odrobiny proszku do pieczenia,chociaż w wersji Liski go nie było to jednak postanowiłam zastosować się do przepisu na który wpadłam wcześniej.Znalazłam je już zmodyfikowane u Majanki. Pierwotnie ciasto only czekoladowe , Majanka poeksperymentowała ,a ja za nią z bardzo dobrym skutkiem.Pyszne kakaowe , mniej zbite niż tradycyjne Brownie i przełamane wilgotnym  owocem.U mnie co prawda owoc z puszki, bo zostało mi kilka połówek brzoskwiń w syropie po innym cieście,ale zupełnie to nie przeszkadza.A swoją drogą Brownie to ciasto ,które zawsze jest w stanie mnie zaspokoić ... zaspokaja moją miłość do czekolady i drobne ,chwilowe kulinarne miłostki ... które czasem znikają,a czasem zostają jak np.żurawina.U mnie w rodzinie powstał konflikt z Brownie w roli głównej... mój Tata nie może pogodzić się z tym, że nazywam to ciasto z angielska, uważa ,że w Polsce powinno się poszukiwać tłumaczeń ,niekoniecznie dosłownych,ale jednak nazw polskich... może i tak,ale jak to brzmi "brązowiaczek" ? Nie no źle,źle,źle.Mówiłam ,tłumaczyłam ... że np. spaghetti też nie jest naszą rodzimą nazwą, a wszyscy jej używają z powodzeniem i pełnym zrozumieniem. "Długi makaron z sosem pomidorowym"brzmi kiepsko i sam też używa włoskiej nazwy ,ale przekonać się nie dał .Teraz jak tylko zrobię "Browniaczka" i postawię na stół to zdaje się ,że będę musiała go zaanonsować jako "Murzynka", co by konfliktów niepotrzebnych nie wywoływać;)


Brownie z brzoskwiniami

150g masła
220g gorzkiej czekolady (dałam 100g)
110g mlecznej czekolady
100g cukru
4 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka kawy espresso (dałam łyżeczkę zwykłej rozpuszczalnej)
1/2 łyżeczki soli
100g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100g białej czekolady (dałam 2 pokrojone w kostkę brzoskwinie z puszki)


Formę o długości 24x34 cm wyłożyć papierem do pieczenia. W misce ustawionej nad garnkiem z gotującą się wodą rozpuścić masło i czekolady - mleczną i gorzką.
Kiedy masa będzie gładka, wsypać cukier i dokładnie wymieszać.
Następnie wbić po 1 jajku dokładnie mieszając trzepaczką lub łyżką. Dodać wanilię, kawę i sól. Wymieszać. Na końcu dodać mąkę wymieszaną z proszkiem i owoce. Delikatnie wymieszać. Przelać masę do formy i piec około 30-40 minut. Upieczone brownie ma suchy wierzch i mokry środek.

Od Asi: Niepokoiła mnie kawa w przepisie, nie cierpię kawowych słodyczy (włącznie z Tiramisu .. ups ;)) ,ale chociaż w trakcie przygotowań,czułam jej zapach, tak w trakcie konsumpcji nie doszukałam się jej smaku,więc spokojnie można dodawać.Wahałam się też odnośnie proszku do pieczenia,ale też dodałam ,dzięki temu wyrosło ładniejsze i niewprawionej w sztuce kulinarnej koleżance-gościowi nie musiałam tłumaczyć się z "zakalca" :)I jeszcze jedno,od dłuższego czasu używam mikrofalówki do rozpuszczania czekolad i "maseł".Podyktowane to zostało względami bezpieczeństwa, bo zawsze bardzo się bałam ,że te moje mało stabilne garnki i chaotyczna ja doprowadzą do jakiegoś nieszczęścia.Raz spróbowałam i wyszło idealnie,więc już nie muszę się stresować,chociaż to może nie być dobrze widziane.

niedziela, 7 lutego 2010

Quiche z serami i tym na co macie ochote...

...to moje nowe odkrycie.Teraz kiedy tak mało warzyw i tak drogie, fajnie mieć pomysł na uzupełnienie tarty(quiche).Ten przepis na stałe wejdzie do mojego menu,bo świetnie komponuje sie z tym co uwielbiam:pomidorami suszonymi, cukinią ,bakłażanem!Bazę znalazłam u Micha ,a reszta to moja radosna twórczość podyktowana własnymi miłościami ,czasem i zawartością lodówki:)Tartę(quiche) piekłam dwa dni pod rząd.Pierwsza powstała zupełnie przypadkiem ,szukałam przepisu żeby ugościć bliską koleżankę ,  następna została zrobiona już zupełnie z premedytacją!Jedyną rzeczą do której muszę się przyznać to użycie gotowego ciasta kruchego, ale to tylko dlatego,że pierwsza wizyta miała się odbyć
niespodziewanie i to o godz.22 ,a nie miałam nic w zapasie.Po 12 h pracy nie miałam ochoty na zagniatanie i czekanie aż kruche poleżakuje w lodówce.Jednak to moje małe przewinienie okazało się całkiem przydatne.Ciasto kruche gotowe miało słodkawy smak ,a tak wyczytałam u Micha ,smakuje ciasto do quiche - słodko i muszę wam powiedzieć ,że fantastycznie grało z całą resztą ...


Farsz serowy do quiche

200 g sera Feta
100 g sera pleśniowego (u mnie z niebieską pleśnią)
2 łyżki śmietany
1 jajko
pieprz

Całość rozgniatamy i mieszamy w miarę dokładnie,ale niekoniecznie mikserem.Wykładamy na podpieczony spód z kruchego ciasta.Na wierzch dowolna kompozycja.
Czas pieczenia w rozgrzanym piekarniku do 180 stopni to 15-20 minut.

Za pierwszym razem skład wyglądała tak : 4 łyżki pokrojonych suszonych pomidorów z zalewy;4 łyżki przekrojonych na pół oliwek;maleńka cukinia pokrojona w plasterki zalana oliwą z oliwek i przysypana ziołami ,podsmażona na patelni;salami pokrojona w prostokąciki.
Za drugim razem tak : goście wegetarianie ,więc bez salami,za to z bakłażanem przygotowanym jak cukinia ,tyle że tym razem ugrillowanym.
Na wierzch posypałam bazylią i oregano.

Za pierwszym razem podałam z mieszanką sałat , z suszonymi pomidorami,oliwkami i tureckim twardym serem drobno pokrojonym.Mieszanka przepyszna ,a najciekawsze w niej były wiórki buraka.Bardzo fajny pomysł, nie tylko estetycznie, bo dało się wyczuć lekko słodkawy smak buraka.
Za drugim razem byłam bliższa oryginału bo podałam rucolę z w/w dodatkami.A czemu bliżej oryginału ?Bo w przeczytanym przepisie po upieczeniu autor sypie na wierzch właśnie  rucolę .Dla mnie i moich gości urozmaiciłam podając ją jako dodatkową sałatkę ... smakowało wybornie.


Pokażę Wam jeszcze moje i dziecka kompozycje "dniobabciowodziadkowe".Miałam to wcześniej opublikować ;),ale jak wiecie kiepsko sie czułam.Teraz myślę,że jest jeszcze na to dobry czas ,może kogoś zainspiruję przed walentykami:)Jeśli nie to chociaż pokaże co lubię ,co wydaje mi się ładne .Przepis pewnie niepotrzebny ,bo wszystko proste ,ale ... :prześliczne cebulki hiacyntów w plastikowych doniczkach owinęłam folią przezroczystą, na to gumka recepturka, na wierzch osłonka z papieru pakowego również przytrzymana recepturką.Wstążka z rafii naturalnej.Serduszka ze zwykłej szarej tektury ,umocowane na patyku do szaszłyków.Miały być jeszcze jakieś pieczątki z ziemniaka ,ale czasu zabrakło.Oczywiście nie każdy lubi taką stylistykę,ale wiedziałam,że moi rodzice mają taki sam gust,więc byli zadowoleni.Synek miała zabawę,bo to pakowanie, łamanie patyczków wycinanie,pisanie...był w pełni zaangażowany.Może wytwory dziecka powinny być bardziej kolorowe,ale nie wydawał się być przybity takimi materiałami.Mam dylemat czy na dziecku odciskać "swoją estetykę" ?Zdaje się,że pewne rzeczy mu narzucam,ale jednocześnie pozwalam na całkiem dziecinne i szpetne czasami elementy wystroju,pod warunkiem,że są ruchome i można je z czasem,kiedy znudzą się ,zamienić ,bądź usunąć.Teraz na przykład moje dziecko zażyczyło sobie skarpetek z Bakuganami,pewnie część z Was wie,że te imć Bakugany to szkaradzieństwo z Cartoon Network,ale mamusia co ?Przeszukała Allegro pod tym kątem, bo skarpetek aż tak bardzo nie widać pod spodniami;)Na szczęście szkaradzieństwa nie ma.Są bluzeczki,ale tego już bym nie przeżyła ,Q. na szczęście na bluzeczkę nie wpadł :)A oto nasze szarobure,własnej roboty kompozycje :

piątek, 5 lutego 2010

Ot... zwykła chałka i to na dodatek "nieudałka"...

ale moja własna ,pierwsza w życiu.Mało mam doświadczeń z ciastem drożdżowym i nie bardzo wiem jak się z nim obchodzić.I tu użyję wyświechtanego powiedzenia ,że człowiek uczy się na błędach i tak w tym przypadku będzie.Od dłuższego czasu przyglądałam się przepisom na chałkę , bo uwielbiamy ją z moim synkiem.Mama często nam ją przynosi z pobliskiego sklepu sieciowego,gdzie dla odmiany chałka dociera od znanego cukiernika w moim mieście (namiar chyba jest tajemnicą handlową,bo nie został zdradzony).Ja jednak chciałam swoją własną ,ugniecioną ,uplecioną i tak oto powstała z tego przepisu.Wzór plecenia zaczerpnęłam od  Liski.Niestety tak jak wspomniałam "nieudałka" ,bo popełniłam grzech niecierpliwości i poniosłam karę w postaci zwięzłej ,niestety nie puszystej chałki.W smaku jest dobra,dlatego polecam ,natomiast trzeba pozwolić jej na każdym etapie porządnie wyrosnąć.W/g przepisu ostatni etap miał trwać 20 minut i owszem trwał,tylko widocznie w tym przypadku należy bardziej sugerować się zachodzącymi zmianami,a nie czasem.Mój tata nomen omen inżynier chemii spożywczej , technolog wypiekowy zadzwonił do mnie z pocieszeniem,że dobra,że zjadł ze smakiem tylko rzeczywiście nie wyrosła odpowiednio.Udzielił mi też pewnej fachowej rady,którą wam przekazuję ,chociaż sądzę ,że tylko ja żyłam sobie w błogiej drożdżowej nieświadomości;)Mianowicie,jeśli na ostatnim etapie powiększania objętości delikatnie uciśniemy uformowane ciasto i nie wróci ono do swej pierwotnej postaci to chałka jest ready do pieczenia,jesli natomiast nadal jest sprężyste i ładnie dziurka po wgnieceniu się wyrównuje to trzeba się uzbroić w cierpliwość i czekać!Ja w każdym razie być może nawet jutro zabieram się za następny wypiek z tego samego przepisu, a w celu porównawczym kolejną wykonam w/g Liski.
 CHAŁKA


Składniki:
 40 g drożdży
 550 g mąki
 1 łyżeczka soli
 1/2 szkl mleka
 1 duże jajko
 2 łyżki masła
 5 łyżek wody
 4 łyżki cukru
 żółtko
 kruszonka ( 2 łyżki mąki, 1 łyżka cukru, 1 łyzka masła)

Wykonanie:
Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, zalać ciepłym mlekiem i rozmieszać z trzema łyżkami mąki. Zostawić do wyrośnięcia.
Do miski wsypać mąkę, zrobić w niej dołek , wlać wyrośnięty rozczyn, jajko rozmącone z 3 łyżkami cukru, sól, rozpuszczone ciepłe masło i wodę.
Zagnieść ciasto, aż zaczną pokazywać sie pęcherzyki powietrza, następnie zostawić do wyrośniecia, aż podwoi swoją objetość. Jeszcze raz zagnieść ciasto i podzielić je na trzy części. Z każdej części uformować wałki ,równej długości i zapleść z nich warkocz. Końce połączyć i podwiną pod spód.
Chalkę przełożyć na blachę wysmarowaną tłuszczem i pozostawić około 20 min do wyrośnięcia. Nastepnie posmarować wierzch żółtkiem i posypać kruszonką.
Piec około 20-30 min w 180 stopniach C.
Smacznego!

Od Asi : z grubsza na wstępie od Asi było,czyli cierpliwości człowieku przy cieście drożdżowym ;)Dodatkowo mogę wspomnieć o kruszonce, bo z tą miałam też małe przeboje .Ogólnie kruszonkę toleruję tylko na chałce,więc nie robiłam jej nigdy (to wstyd chyba się przyznawać).I nie wiedziałam co zrobić z tą mazią ,która mi się wytworzyła,ale szybki ratunek u mamy : dodać maki,ale nie zapomnieć dla równowagi o dodaniu cukru, co by kruszonka miała smak.To akurat mi w końcu wyszło;)

Serduszko chałkowe poczyniłam na życzenie synka,może będzie dla Was walentynkową inspiracją.Przekroilismy je później na pół i pięknie wygladało z czerwonym dżemikiem.

Nie było mnie jakiś czas "ciałem" na blogu ,bo czasem jak za dużo złego się wokół mnie dzieje,nie umiem się odbić i wrócić do świata żywych.Wszystko mi wówczas obojętne,lenistwo mnie ogarnia w każdej dziedzinie.Patrzeć ,czytać mogę , pisać i myśleć o tym co czytam już nie.Tym razem dopadły mnie problemy z pozoru banalne o czym rozpisywać się nie będę ,bo nawet nie umiem tego przelać na ekran,ale dotyczące uświadamiania sobie ,że świat jest dżunglą ,a ludzie bywają zwierzętami bez uczuć .Ja to wiem od dawna i pogodzić się nie potrafię,ale boli kiedy musi dowiedzieć się o tym ośmioletnie dziecko  w którego oczach widzę niezrozumienie,strach i tę naiwność,że może jednak to wszystko co się dzieje wokół niego to żarty.A ośmioletnie dzieci z rodzin wcale nie patologicznych (chociaż nie wiem,czy nie powinno się tego jednak patologią nazwać)gdzie pieniądz ważniejszy jest od przytulania i mówienia "KOCHAM CIĘ" potrafią być niezmiernie podłe i solidarne w tej podłości!Podłe w stosunku do słabszego,ale przecież bardzo mądrego i inteligentnego dziecka,podłe dla kogoś kto jest słabszy ,bo nie umie powiedzieć "spadaj" bo nikt go nigdy tego nie uczył,nigdy tego w domu nie słyszał.Dla dziecka,które do matki w obecności innych ludzi w całej swojej naiwności potrafi powiedzieć "mamuś kocham Cie ,miłego dnia".I za to wszystko dziecko było wyśmiane ,prześladowane ,ganiane bez opamiętania ?!Nie dowierzam!!Dzieci są na tyle małe,że można na nie wpłynąć,pouczyć...ale co będzie później?!

SYNKU KOCHAM CIĘ

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Zaskakująco proste ... Ciasteczka Amaretti...

Zaczęło się od przepisu Liski na jabłecznik w którego składzie znajdują się owe ciastka.No owszem widywałam,być może jadłam,ale teraz kiedy potrzebowałam nie było na pólkach pobliskich sklepów.A jabłecznika chciało się bardzo, i co z tym fantem zrobić?Poszukać przepisu rzecz jasna.Okazało się ,że są przepisy i to niebywale proste do wykonania.Ten z którego skorzystałam pochodzi z  "mojewypieki" .
Ciasteczka są bardzo aromatyczne , delikatne i eleganckie,aż nie wypada ich dużo zjeść;)Mam już przygotowaną porcję migdałów na dzień jutrzejszy, bo pozostał niedosyt.Zrobiłam z 1/3 porcji i większość trafiła do ciasta.Jutro więc mam zamiar powtórzyć wypiek,żeby móc się podelektować pojutrze eleganckim Amaretti do porannej mlecznej kawy,która być może elegancka nie jest,ale taką właśnie lubię.









Ciasteczka Amaretti

340 g zmielonych migdałów
300 g cukru pudru
4 białka
30 ml likieru amaretto (ewentualnie można użyć aromatu migdałowego)


Białka ubić na sztywno. Delikatnie wmieszać do nich zmielone migdały i cukier. Dodać likier i wymieszać. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Łyżeczką nakładać niewielkie porcje, zachowując między nimi odstępy (można to również robić rękawem, ale łyżeczką dużo prościej).


Piec około 15 minut w temperaturze 170ºC, do złotego brązu.

Od Asi:Piekłam z 1/3 porcji wyszło 18 ciastek o przekroju około 4cm.Migdały sama prażyłam na suchej patelni i zmieliłam.Cukier puder miałam tylko waniliowy,myślę ża pasował skoro tak nam smakowały.

Smacznego .


czwartek, 14 stycznia 2010

I znów Brownies ... tym razem słono-słodkie...


 znów wypiek podyktowany kwestią ekonomiczną.Co chwila pojawiają się nowe przepisy, które muszę zrobić "już-teraz-natychmiast" ,ale pustka w portfelu zmusza do spożytkowania zapasów szafkowych.Wpisuje zatem w google produkty nagromadzone w "słodkiej"szafce od świąt i tworzę.Oczywiście jakieś wymagania są ,musi być słodko i czekoladowo .Tym razem do wykorzystania była paczka orzeszków arachidowych .Nie znalazłam prostego przepisu na orzeszki w całości ,ale już nauczyłam się przetwarzać je na masełko orzechowe.Ten przepis juz pewnie wszyscy znamy.Natomiast dla miłosników słono-słodkiego fusion polecam Brownies z masłem orzechowym znaleziony u Dorotki. Obawiałam się ,że moje dziecko nie będzie w stanie zaakceptować tak wyraźnej granicy pomiędzy smakami,ale zupełnie niepotrzebnie.Jak zwykle musiałam zabraniać dalszej konsumpcji.Piszę  o granicy,bo w przypadku ciasteczek do których stosowałam masło,ten smak już naturalnie był zmieszany w procesie produkcji ,tutaj natomiast trzeba było sie przyczynić do "zmieszania" w trakcie jedzenia.Mnie to uzależniło.Powtórzę z pewnością.





Brownies z masłem orzechowym (peanut butter brownies)

 Składniki:

180 g masła 
150 g gorzkiej czekolady 
250 g cukru pudru  
4 jajka 
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 
140 g mąki  
szczypta proszku do pieczenia 
35 g kakao 
50 g gorzkiej czekolady, posiekanej 
95 g masła orzechowego (typu 'crunchy' - z kawałkami orzeszków)


Czekoladę rozpuścić razem z masłem na małym ogniu, mieszając (nie dopuścić do wrzenia). Lekko przestudzić. Dodać cukier, jajka, ekstrakt, przesianą mąkę z proszkiem, kakao i dodatkowo posiekaną czekoladę. Wymieszać.
Do przygotowanej blaszki (18 x 29 cm) wlać gotowe ciasto. Małą łyżeczką wykładać na górę masło orzechowe, wymieszać końcówką noża, tworząc na powierzchni esy - floresy.
Piec w temperaturze 160ºC, przez około 40 minut (piekłam krócej). Brownies powinny być wilgotne, im dłużej brownies pieczone, tym bardziej suche i o konsystencji ciasta (trzeba wyczuć swój piekarnik).


Od Asi:Tak jak wspomniałam,masło orzechowe własnej produkcji.Cała reszta wedle przepisu.

sobota, 9 stycznia 2010

Tortilla Domowa...

...powstała z przyczyn czysto ekonomicznych.Koszt paczki w sklepie około 8-10zł.Produkcja domowa 2 złote :)Po spróbowaniu,względu ekonomiczne schodzą na bok, domowe placki są fantastyczne.Bałam się tej produkcji,ale dla osób chociaz odrobne dzialajace w kuchni nie powinny miec problemu,ale za to jaka radosc.Ciasto mieciutkie i elastyczne,naturalne w smaku.Bardzo polecam i nie bójcie się ,warto.Przepis znalazłam u Komarki : http://everycakeyoubake.blogspot.com/2008/01/tortilla.html .W drodze poszukiwań widziałam kilka przepisów i ten wydał mi się najprostszy ,w tym przypadku poszukiwać dalej juz nie bede , znalazlam ideał:)
Tortilla:(przepis na 12 placków)

pół litra mleka,
łyżeczka soli,
5 dkg masła,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
około pół kg mąki (tyle ile zabierze ciasto)
Mleko pogrzewamy z masłem, aż masło się rozpuści. Do ciepłego mleka z masłem dodajemy sól i proszek do pieczenia. Dodajemy stopniowo mąkę mieszając aż powstanie dosyć gęste ciasto. Dokładnie wyrabiamy - ciasto powinno być gładkie i elastyczne (i nie kleić się do rąk ;)). Formujemy kulę i zostawiamy na około 30 min. przykrytą ściereczką. Kulę dzielimy na 12 równych części i formujemy z nich kulki. Znowu zostawiamy na co najmniej 30 min. Każdą kulkę wałkujemy cienko i smażymy na mocno rozgrzanej suchej patelni ok. 20 sekund z każdej strony.Jeżeli chcecie przygotować tortille wcześniej, po usmażeniu ich możecie przechowywać placki zawinięte w foliowy worek w lodówce, a przed samym użyciem podgrzać przez kilka sekund na suchej patelni. Dzięki temu odzyskują świeżość i elastyczność.
Od Asi:Nic dodać,nić ująć.Placki moje trochę krzywulce,ale nie chciało mi się wycinać talerzem, myślę ,że jeszcze trzymają się normy;)Może next time:)Srodek,jak Komarka napisała - dowolny.Moje dziecko jak juz sie najadlo z farszem, to zaczelo jesc na sucho,tez dobre:)

niedziela, 3 stycznia 2010

Uśmiecham się w 2010...

... z nadzieją .Chociaz dzisiejszy dzien był pełen skrajnych emocji.Niestety tych pozytywnych było mniej.Ale teraz po godzinie spędzonej z moim Q.już jest lepiej.Jeśli jesteście mamami ośmiolatków polecam grę firmy Trelf, gre strategiczna Stratego.Niestety nie mogę pochwalić się osiągnięciami,ale jak widzę jak mój przeciwnik myśli ,analizuje i wygrywa, to też jest moja wygrana.Dziecko z pewnościa rozwija się przy takiej zabawie bardziej niż grach typu Chińczyk,które też bardzo lubię,bo pozwalaja spedzic z dzieckiem radosne chwile ,ale oddaję palmę pierwszeństwa właśnie w/w .
A od rana zanim było zle ,wymysliłam sobie Brownies i wypatrzyłam konkretne u Liski,zachęcona jej jak zwykle pięknym komentarzem i zdjęciami.Tytuł postu mówi sam za siebie :http://whiteplate.blogspot.com/2008/04/perfect-brownie.html
Moje wyszło mam nadzieje równie prefekcyjnie.Jestem zachwycona efektem i pomysłem na który wpadłam troche z przymusu.Nie od dzisiaj wiadomo,ze "potrzeba matka wynalazku" :)Dodałam czekolade Maestria z drobinkami malin.Bede tesknila za tym smakiem,ale jednoczesnie juz zastanawiam sie nad innymi smakami czekolad i polaczeniami.Drobinki malinowe były wyczuwalne i nadawaly delikatnego aromatu calemu ciastu.




Perfect Brownie

140 g czekolady 70% (używam Lindt)

250 g drobnego cukru4 jajka, lekko roztrzepane w miseczce

140 g mąki pszennej przesianej przez sitko

250 g masła o temperaturze pokojowej

200 g orzechów włoskich, grubo posiekanych

Czekoladę połamać na kawałki i roztopić w kapieli wodnej, czyli:w dużym garnku zagotować wodę, czekoladę włożyć do miski, którą należy położyć na garnku z gotującą się wodą w taki sposób, by woda nie dotykała do dna miski. Delikatnie mieszać czekoladę, która rozpuści się po kilku minutach.Masło zmiksować, następnie powoli wlewać czekoladę (ciepłą, ale nie gorącą). Teraz dodajemy powoli jajka, następnie cukier, mąkę. Miksujemy tylko tyle, żeby wszystko się dobrze połączyło (2-3 minuty). Dodajemy orzechy.Piekarnik nagrzewamy do 190 st C.Prostokątną formę o wymiarach: 25x35 cm (może być też kwadratowa, bądź inna, jaką mamy), wykładamy papierem do pieczenia.Masę (która jest bardzo gęsta) przekładamy do formy. Pieczemy 20 minut. Patyczek wbity w ciasto będzie wilgotny, ale tak właśnie ma być. Ciasto będzie upieczone z wierzchu i boków, ale pozostanie wilgotne w środku.Formę wyjąć z piekarnika i odstawić na 30 minut do ostygnięcia.Po tym czasie kroimy na kwadraty.

Od Asi : Czekolada jak wyzej wspomnialam Maestria malinowa 100g,plus dla zrównowazenia finansowego 40g taniej gorzkiej czelolady.Cukier bialy i brazowy pol na pol.Orzechy wloskie 100 g,a reszta to mieszanka nerkowcow,laskowych i ziemnych niesolonych.Efekt jak dla mnie powalajcy.Zachecam.